Moim obowiązkiem jako parlamentarzysty, któremu tak bliskie są sprawy Bielska-Białej, jest reagowanie w sytuacjach budzących powszechne niezadowolenie. Zawsze dobro miasta i jego mieszkańców powinny być priorytetowe, a dążenia do wykorzystania pełni potencjału Bielska współgrać z szeroko pojmowanym interesem społecznym – mówi poseł Przemysław Drabek.

 

Presja ma sens

Coraz liczniejsze grono mieszkańców Bielska-Białej dostrzega ogromny wpływ lobby deweloperskiego na zagospodarowanie terenu w mieście. Głośnym echem odbiła się niedawna próba sprzedaży miejskiego gruntu w Kamienicy. W związku z przedłużeniem przez klub radnych Prawa i Sprawiedliwości uchwały uchylającej zgodę na sprzedaż tej działki, przy dużej presji ze strony radnych i samych mieszkańców, widząc, że prawdopodobnie głosowanie w tej sprawie zostanie przegrane, prezydent Jarosław Klimaszewski i jego radni również poparli projekt PiS, wycofując się tym samym ze sprzedaży.

 – Okazało się w tym przypadku, że opór społeczny ma sens. Tym razem zablokować dalszy rozrost wszechobecnej „deweloperki” się udało, ale czy tak będzie przy następnych podobnych próbach? Najgorsze jest to, że włodarze naszego miasta nie widzą tak naprawdę żadnego problemu w oddawaniu pod zabudowę mieszkaniową ostatnich skrawków zieleni – zauważa poseł Przemysław Drabek.

 

Kulejący dialog

Poseł Prawa i Sprawiedliwości uważa, że nie jest to jedyny bardzo wyrazisty przejaw braku dialogu z mieszkańcami i należytego wobec nich szacunku. Przywołuje tu temat planowanej przez samorząd reorganizacji Szkoły Podstawowej nr 9. Rodzice uczniów postulują o pozostawienie placówki w jej dotychczasowym budynku przy ul. Broniewskiego. Prezydent zakomunikował w przedmiotowym oświadczeniu, że doszło do porozumienia z rodzicami, ale osoby protestujące zaprzeczają osiągnięciu kompromisu.

– Do mnie i mojego biura docierają głosy, które nie pozostawiają wątpliwości – mieszkańcy zaangażowani w tę sprawę czują się oszukani. Zwracają uwagę, że decyzje zapadają za zamkniętymi drzwiami i nie uwzględniają w żaden sposób kwestii związanych choćby z komfortem edukacji i bezpieczeństwem ich dzieci po planowanej zmianie lokalizacji – mówi Drabek.

Coraz głośniej mówi się też w Bielsku-Białej o planach przeniesienia pracownic Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej pod organizację pozarządową. Sprawa budzi o tyle wątpliwości, że ściśle wiąże się z zapewnieniem właściwej opieki nad mieszkańcami będącymi w najtrudniejszej sytuacji. – Funkcjonowanie pod NGO a jednostką samorządową to jednak nie to samo. Może się okazać, że po roku warunki pracy się zmienią, pracownice zrezygnują, a ucierpią na tym najbardziej potrzebujący. I to w sytuacji, gdy wydaje się w mieście dziesiątki milionów złotych na kulturalne wymysły i autopromocję – wskazuje poseł PiS.

 

3 miliony na Mapę Drzew

– Brak właściwego zarządzania miastem przejawia się w aspektach podstawowych. Odpowiedzialne za to służby mają kłopot z systematycznym wykaszaniem traw na skrzyżowaniach ulic Bielska-Białej czy ścinaniem zwisających gałęzi i konarów, co powoduje różne groźne zdarzenia – wyjaśnia poseł.

Z niemałym zdziwieniem w przywołanym kontekście odebrał informację o zaawansowanych działaniach zmierzających do utworzenia miejskiego systemu „Mapa Drzew”. W ramach interwencji poselskiej zadał szereg pytań, odnosząc się szczegółowo do udzielonego przez Miasto zamówienia o wartości blisko 3,5 mln zł spółce MGGP Aero. Złożyła ona jedyną ofertę w przetargu. Ciekawostką jest fakt, że na jej czele stoi Paweł Grad, syn działacza Platformy Obywatelskiej i ministra skarbu państwa w latach 2007-2011 Aleksandra Grada, zasiadającego w Radzie Nadzorczej wspomnianej spółki.

Poseł zwrócił uwagę na szeroki zakres przedmiotu zamówienia i pokaźną jego wartość, jednocześnie pytając o konkurencyjność postępowania i zasadność wydatkowania środków publicznych na ten cel, w tym także pozyskanych ze źródeł europejskich.

W odpowiedzi Miasto wskazało na potrzebę utworzenia bazy danych o zieleni, tzw. Mapy Drzew, zgłoszoną przed kilku laty przez ogrodnika miejskiego. – Okazuje się, że przeprowadzona została jedynie uproszczona analiza kosztów i korzyści, będących następstwem stworzenia aplikacji. Mamy tymczasem wydatek na poziomie sporo ponad 3 mln zł, co nijak ma się do faktycznych wartości rynkowych, o potrzebie takiego rozwiązania już nie wspominając. Tym bardziej, że bez wątpienia zastosować można w systemie rozwiązania powstałej już Mapy Korony Drzew w Warszawie – zauważa Przemysław Drabek. (R)

Mat. Biura Poselskiego